Oczami Bartka: Indonezja

Bhinneka Tunggal lka (Jedność w różnorodności). Indonezja zadziwia różnorodnością i jest w rzeczy samej miejscem dogodnym dla wszystkich – marzących o dalekich wyprawach podróżników, miłośników egzotycznej przyrody, entuzjastów plażowania, bajecznych imprez, zwolenników aktywnego wypoczynku (w tym sportów wodnych), wielbicieli imponujących widoków i górskich wspinaczek, znawców zabytkowej architektury, zakupoholików czy poszukujących wytchnienia i fantazjujących o bezkresnych wojażach, chętnych rozwinąć znajomość języka indonezyjskiego studentów takich jak ja sam. Indonezja jest dynamicznie rozwijającym się państwem, zawdzięczając to intensywnej produkcji rolniczej i bogactwom mineralnym. Wciąż pozostaje jednak krajem ubogim - ceny z natury nie należą do wysokich - i dzięki temu w miarę przystępnym dla oszczędnych polskich turystów.

Bartek-Indonezja

 

Na miejscu czeka nas jazda bez trzymanki, i w tym przypadku akurat dosłownie - biorąc pod uwagę stan transportu w tym wyjątkowym kraju. Poza tym, występuje również szereg innych aspektów życia codziennego, do których trzeba się przystosować przy okazji podróży na archipelag. A ze znajomością języka o niebo łatwiej. Wszystko sobie w tej notatce omówimy.

Bartek-Indonezja

 

Po wizycie w Rzymie i krótkim (za pierwszym razem) pobycie w Kolombo Indonezja przywitała mnie bujnymi palmami, słońcem i zadziwiającą obsługą na lotnisku Sokearno-Hatta w Jakarcie (wiążą się z tym niesamowite wspomnienia, które w tym miejscu może jednak pominę, jak to Bartosz siał panikę i postawił całą obsługę samolotu na nogi), mam na myśli szereg szeroko uśmiechających się urzędników i jeszcze szerzej – ubranych na fioletowo uroczych urzędniczek, proszących o zdjęcie, facebooka i numer telefonu. Takie przywileje dla odwiedzających dawną holenderską kolonię „zachodnich turystów”, w szczególności tych znających język – niezmiernie przydatna umiejętność. Z mniej przyjemnych niespodzianek, warto zaznaczyć, że w codziennych okolicznościach Indonezja nie posiada wizy wielowjazdowej dla zagranicznych turystów – co oznacza płatność 35 $ (a jeszcze do niedawna było to 20 $) za wklepanie pieczątki do naszego paszportu przy okazji każdorazowej wizyty w tym kraju. Ja o tym nie wiedziałem, przekonałem się niestety po powrocie do Jakarty z Kuala Lumpur i tym samym mam niezbity dowód na dwukrotne odwiedziny Indonezji.

Bartek-Indonezja

 

Stolica Indonezji zupełnie przeraża. Zanieczyszczeniem. Tłumem. Najgorszym ruchem ulicznym na świecie. Brakiem metra (tak, w 11-milionowym mieście w istocie go nie ma) czy skonkretowanych autobusów miejskich (występuje tu kolej miejska i fantastyczny przedpotopowy autobus bez drzwi, oczywiście przystanków też nie ma, autobus zatrzymujemy zatem na środku ulicy dając powszechnie przyjęty sygnał dłonią skierowaną w dół, a wysiadamy, a raczej wyskakujemy na środku jezdni i lawirujemy pomiędzy pędzącymi motocyklami, stukając w dach niezwykłego pojazdu). Przy czym jazda wspomnianym środkiem transportu zapewnia niezrównaną frajdę, gdyż „po trasie” dosiada się cała zgraja barwnych postaci, śpiewających grających na gitarze/skrzypcach/ukulele bądź na czym popadnie, a po powyższym programie artystycznym podróżujących z czapą/pudełkiem po butach/opakowaniem po czymkolwiek od pasażera do pasażera, w nadziei na dofinansowanie w postaci kolorowych, przeładowanych tysiącami indonezyjskich rupii. Niebywałe widowisko i atrakcja dla turystów, POLECAM.

Bartek-Indonezja

 

Pomijając aspekt Jakarty, sama Indonezja jest niewątpliwie miejscem kolorowym, pełnym atrakcji i chętnie goszczącym turystów, dużo również bezpieczniejszym niż niektórzy sądzą ("Do Arabów jedzie" powiadali). No i jest tu bardzo ciepło, o tym chyba nie trzeba przypominać.

Warto zaopatrzyć się w jakikolwiek krem bądź olejek, a co by nie poparzyć słowiańskiej cery (bardzo tu zresztą cenionej, jak i wszędzie w Azji, gdzie w modzie są kosmetyki wybielające skórę, a każdy doznaje szoku słysząc, że w Europie mamy takie coś jak solarium -  i gdzie z natury ludność zachodnia <”biała”> uważana jest za rasę lepszą, tego wciąż nie mogę pojąć). Przywita barwną, najczęściej ostrą i niezupełnie zdrową, ale jak najbardziej przyjemną kuchnią pełną przypraw i najróżniejszych dodatków. Warto wspomnieć, że najczęściej jemy używając samych rąk, jak w wielu krajach Azji (w Indiach czy na Sri Lance to samo, myślę że nie tylko), nie ma jednak problemu z higieną gdyż najczęściej obsługa zaopatrzy nas w miseczkę z wodą lub ruszymy bagażnik do kranu postawionego nieopodal stolików. Sprawy kulturowe, lokalni uważają (podobno zostało to przebadane) ten sposób stołowania się za zdrowszy. Ja osobiście sądzę że bardzo wygodny.

Bartek-Indonezja

 

A jeśli chodzi o jedzenie to z oczywistych przyczyn nieco trudniej o wieprzka (mimo 6 oficjalnie przyjętych religii, oczywiście główną jest islam – poza tym protestantyzm, katolicyzm, hinduizm, buddyzm i konfucjanizm), ale przeważa drób, wołowina, ryby czy owoce morza (a także różne 'dziwne' zwierzęta – nie są to jednak tak szokujące propozycje jak w Chinach czy Malezji - czy niestety popularne w tych kręgach organy), a także szereg kolorowych warzyw czy owoców, jak również sojowe potrawy wegetariańskie, np. tofu czy tempe (moje ulubione <3). Desery też są, i w tym przypadku dużo smaczniejsze (żeby nie powiedzieć ciekawsze, osobiście sądzę) niż w Państwie Środka, także jak najbardziej polecę. Kolorowe, owocowe drinki (z rozmaitą wkładką), kawka, herbatka (choć nie taka jak ta z Cejlonu !), Sprite z mlekiem, szereg pysznych niespodzianek.

Bartek-Indonezja

 

Indonezja zadziwia ogromem wszechobecnych restauracji, lokalnych czy zachodnich. Najtańsze są uliczne bary na kółkach – warung makan, specjalizujące się w wybranych daniach i wypełniające gastronomicznym ciągiem ulice po zachodzie słońca. Osobiście taki typ jedzenia uważam za najlepszy i jest to zarazem najbardziej trafny sposób, by poznać kulturę indonezyjską i wczuć się w regionalny klimat. Jedzenie w rodzimych restauracjach przyciąga pięknym wyglądem i zapachem wspaniałych przypraw.

Uwagę zwracają uliczne knajpki  z niedrogim a całkowicie wartym uwagi jedzeniem (lokalna kuchnia jest naprawdę WYBORNA !) Moim skromnym zdaniem, jedzenie na indonezyjskich wyspach robi doskonałe wrażenie. Najczęściej ostre (a zwłaszcza na Sumatrze, i to nie takie ostre jak nam się wydaje – polskie jedzenie nie dorównuje pikanterią palącym indonezyjskim potrawom ; mają tu nawet restaurację wyposażoną w 10 poziomów ostrości – kto okaże się na tyle wytrwały i dotrze do najwyższego, zbiera konkretne honoraria. Mój organizm odmówił posłuszeństwa na poziomie 2 <co jest udokumentowane na telefonie towarzyszki> a znajoma Sumatranka (chyba tak to się mówi) nie dała rady powyżej 4. Strach się bać, co za nieludzkie smakołyki czekają na samym szczycie. W zależności od wyspy, na której przebywamy, kuchnia, a tym samym mięso figurujące w menu jest inne. Wspominałem o tym wyżej, ale pozwolę sobie rozwinąć temat kulinarii. W kuchni w sprawach mięsnych dominuje więc drób najczęściej w postaci kurczaka, ewentualnie kaczki, także wołowina, mnóstwo przeróżnych owoców morza, często także organy i inne rzeczy, wydające mi się dziwne. Ponadto bogactwo owoców, warzyw, deserów (jak np. pisang goreng, czyli pieczony banan ^_^), ryżu (oczywiście), makaronu (cienkiego, zwanego mi), chrupiących przekąsek czy sojowego tempe, miejscowego rarytasu i szczerze mojego absolutnego no1, za którym nieziemsko tęsknię – tempe, czyli sfermentowane białko soi, przeważnie smażone lub pieczone, podawane samo lub z makaronem (mi) czy ryżem, warzywami, sosem i ostrymi przyprawami ; można jednak serwować na wiele sposobów. W Polsce niestety póki co niedostępne, najbliżej w Berlinie – po strasznie wygórowanych cenach. W Indonezji nie jest to droga przyjemność, wobec tego od pierwszego dnia pobytu do ostatniego włącznie korzystałem ile mogę z lokalnego smakołyku. Życie jak w Madrycie.

Bartek-Indonezja

 

W zasadzie mógłbym żyć tylko na tym, skoncentrowałem się jednak na próbowaniu jak największej ilości potraw oferowanych przez dawne Indie Wschodnie – a z polecanych na pewno wymienię cap cai goreng (smażone warzywa z ryżem i ośmiornicą bądź wieprzowiną), kepiting goreng (zasmażany krab), martabak (słodki bądź ostry chrupiący naleśnik), nasi gudeg (ulubione danie szanownej Astri, ryż + kurczak + owoc chlebowca, bochenkowca <jackfruit> w mleku kokosowym), rendang (chuda wołowina w sosie curry, gotowana w kolendrze, kurkumie i pudrze laotańskim), udang rebus (krewetki gotowane na parze). Ah, nostalgia. Lokalne piwa, a jest ich wiele, również jak najbardziej plusują – pamiętam to bardzo dobrze podczas wypadu do pubu z Filipinką, u której się zatrzymałem, i jej ekipą. Barowe, pubowe wieczory jak najbardziej na tak, niestety najlepsza impreza akurat na noc przed porannym wylotem do Singapuru. Co nie oznacza, że musisz ją sobie podarować.

Bartek-Indonezja

 

Omówimy wyżej wspomniane kwestie religijne. Dominuje islam, z tym że znacznie się różni od znanej mediom odmiany bliskowschodniej, arabskiej. Przede wszystkim panuje tu dużo większa swoboda obyczaju, widać to głównie na przykładzie kobiet – Indonezyjki nie zakrywają swojego ciała burką, ograniczają się do hijabu albo wcale ; pracują na równych stanowiskach razem z mężczyznami, często im towarzysząc, lubią się bawić, na powitanie uścisną nam dłoń – nie zapominajmy jednak, przy pozdrowieniach bądź podawaniu czegokolwiek nie należy używać lewej ręki, w religii muzułmańskiej postrzeganej jako nieczystej i stosowanej do zachowania higieny osobistej. Mieszkańcy Indonezji są bardzo otwarci, gościnni i tolerancyjni – w Indonezji mamy 5 oficjalnie uznanych religii a sami mieszkańcy kraju są w stanie uszanować każdą religię – byleby jakaś była – dla Indonezyjczyków niedorzecznością jest bardzo źle tu postrzegany ateizm. Panuje więc zasada – nieważne, w jakiego Boga wierzysz, byleby w jakiegoś. Indonezyjczcy nie będą próbować nikogo „przekonwertować”, ale do ateistów odnosić się będą z ogromnym dystansem. Islam dominuje głównie na Jawie i Sumatrze. Owszem, od czasu do czasu zdarzają się przypadki prześladowań religijnych – występują one jednak znacznie rzadziej niż w krajach arabskich.

Bartek-Indonezja

 

 

Zwiedzając miejsca kultu (świątynie buddyjskie bądź niektóre meczety) dostaniemy na wejściu długie spodnie (bądź coś pod ten deseń), a kobiety spódnicę wraz z bluzką zakrywającą ramiona. To jedne z przykładów lokalnych obyczajów - typowych nie tylko w Indonezji. 

W Indonezji nie ma zwyczaju okazywania uczuć w miejscach publicznych – dotyczy to także złości i popadania w gniew. Zwłaszcza te ostatnie są uważane za wyraz słabości – łatwo wtedy stracić twarz i dobrą reputację. Wskazujemy kciukiem, nie palcem wskazującym. Nie opieramy rąk na biodrach i nie krzyżujemy ich, zwłaszcza podczas rozmowy z Indonezyjczykami, jeśli nie szukamy guza.

Bartek-Indonezja

 

Transport w Indonezji istnieje w kilku formach : ojek (czyli prywatny pojazd, nieduży, na zasadzie motocykla, z małą ławeczką dla pasażerów (2-3 osoby) i silnikiem, prowadzony najczęściej przez nastoletniego młodzieńca – na zasadzie taksówki, jednak dużo szybszy i tańszy), becak (podobnie jak ojek, ale bez silnika elektrycznego, do najszybszych więc nie należy ; kierowany z natury przez starszego pana), zwyczajne taxi oczywiście również (z tym że nia ma tam najmniejszego sensu, chyba że preferujecie „wyższy” standard), przejeżdżający co jakiś czas sightseeing bus – czyli dwumetrowy, umożliwiający zwiedzanie miasta i jego zabytków, o ile uda się Wam tam dotrzeć nie stojąc całego dnia w korku), kolej miejska (pociąg często „podzielony” z „przedziałem” dla kobiet i osobnym dla mężczyzn – powodowane jest to tym, że w tychże maszynach miały miejsca przypadki naruszenia sfery intymnej kobiet, mówiąc krótko molestowania bądź jednoznaczne zaczepki ; same pociągi poobklejane są od wewnątrz różnymi naklejkami prezentującymi przeróżne obrazki oznaczające nakazy, zakazy bądź ostrzegawcze napisy – a w tym jeden przekreślony, przedstawiający pana „ciągnącego” panią za dół jej sukienki. A więc, jak to mówi mój serdeczny kolega, „pozorny zawsze ubezpieczony” (pozdrawiam). Z tego samego założenia wyszły strojne Indonezyjki, przemiłe i wspaniałe kobiety. O ile w Jakarcie możemy liczyć na wyżej wymienione środki transportu to w innych miastach bądź na wyspach, jak np. w Jogjakarcie czy na Bali mamy do wyboru jedynie taksę lub własny bądź wypożyczony (co nie gwarantuje sukcesu na dłuższa metę) motorek. Taka rzeczywistość. A przypominam, że ruch uliczny w Indonezji jest naprawdę kosmiczny, przy czym należy pamiętać że (podobnie jak w większości krajów Wschodniej Azji) jest tu lewostronny, także zabawa w niedzielnego kierowcę nie wchodzi tu w grę i stanowi spore wyzwanie dla nowicjuszy, po dłuższym czasie można zapewne do tego przywyknąć, początki bywają jednak straszne :) Na wyspach możliwe jest jednak całodniowe wynajęcie samochodu z kierowcą – jest to przyjemność znacznie tańsza niż jazda taksówką, a przy tym można trafić na sympatycznego pana, który zawiezie Was gdzie tylko będziecie chcieli i ubarwi podróż ciekawymi opowieściami, wcielając się w rolę Waszego przewodnika. W tak ogromnym kraju transport pomiędzy poszczególnymi miastami czy wyspami bywa utrudniony i wcale nie taki tani, porównując z innymi cenami w Indonezji.

Bartek-Indonezja

 

Po kraju poruszamy się pociągami, samolotami, odradza się nam korzystać z autobusów, przynajmniej mi odradzano. Pociągi ze standardem niewiele niższym niż u nas, chyba że podróżujemy pierwszą klasą (kelas eksekutif) – nie podróżowałem, więc się nie wypowiem. Jeśli chodzi o linie lotnicze, to polecam Lion Air (nie tylko z wiadomego powodu), ale również z powodu prowokacyjnego zachowania stewardess. Panom taki serwis odpowiada, paniom nie wiedzieć czemu mniej. To pewnie wyraz powszechnie spotykanej damskiej zawiści. Tanie linie lotnicze, jak Lion Air ( :D), Malindo, Batik Air bądź malajska Air Asia (w ten szereg nie wliczamy międzynarodowej linii Garuda Indonesia) proponują przeloty w dość niskich cenach, kolejnym rozwiązaniem są pociągi, autobusy (przed którymi jednak sami Indonezyjczycy przestrzegają), czy… statki/łódki/tratwy, co kto lubi, jeśli chcemy przedostać się z wyspy na wyspę – bo po wodzie, jak myślę, raczej większość z Was nie przebiegnie.

Bartek-Indonezja

 

Rozwinę temat lokalnych cen. Otóż jak myślę powszechnie wiadomo, jest taniej niż w Polsce, w pewnych sprawach nawet bardzo. Myślę też, że pod wieloma aspektami taniej nawet niż w Chinach, ale niestety – ceny są tu wyższe niż w Malezji, a co za tym idzie Tajlandii, Filipinach, Wietnamie itd. czyli nie licząc oczywiście Singapuru, jest to najdroższe z państw południowowschodnio-azjatyckiej grupy ASEAN. W Indonezji mnie osobiście dokuczał wszechobecny i dodawany do rachunku „tax”, czyli podatek –  nie jest tu wliczony w ceny produktów, trzeba więc najczęściej niestety dopłacać. W największym muzułmańskim kraju świata drogi i nie zawsze dostępny jest alkohol – co nie oznacza, że nie jest tu spożywany. Przeważnie jednak na żadnej stacji czy w lokalnych marketach (Indomaret i inne, w tym rozpowszechniony w Azji 711) nie znajdziemy piwa bądź innych trunków, a w klubach, pubach czy barach alkohol jest drogi, ze względu na wysoką w tym kraju akcyzę, ale – o dziwo – piwo jest tu wciąż tańsze niż w Malezji (gdzie tam jest najdroższym „mózgotrzepem”, o wyższej cenie niż whisky czy wódka) Papierosy są tu zbliżone cenowo do chińskich, może nieznacznie drożej – czyli od 2 zł za najtańsze bez filtra. Warto wspomnieć, że uważane w naszym kraju za wyszukane papierosy Djarumy są marką indonezyjską – na miejscu najtańszą fajką. Co kraj, to obyczaj – a ekonomia klasycznie się rządzi swoimi prawami.

Jednak pod wieloma względami można się fajnie obkupić i zaoszczędzić sporo pieniędzy, np. na ciuchach, zakwaterowaniu, taksówkach (o ile nie oszukują, czyli Blue Bird Taxi, moje ulubione, uczciwe, reszta kantuje nieobytych turystów).

Bartek-Indonezja

 

Przy zakupach pamiętamy o targowaniu się (jak wszędzie, tak i tam na widok cichociemnych „białych” podwyższą cenę, niekiedy i 20-krotnie), przy czym znajomość języka znacznie obniża „ryzyko” przepłacenia, ale wciąż biznes to biznes, a więc najlepszą metodą na udane zakupy jest wysłanie miejscowych, aby kupili dany towar za nas, bądź też dezercja, często bowiem sprzedawca w momencie odmowy w ostatniej chwili obniży stawkę z korzyścią dla nas. Cwane, ale działa, sprawdzone w niejednym kraju.

Bartek-Indonezja

 

W samej Indonezji panuje jednak zauważalny bałagan i nieporządek, często można to nazwać chaosem. Poza bogactwem natury i urokiem indonezyjskiej przyrody trzeba się również przygotować na składowiska gruzu, śmieci, kurzu, odpadów wszelakiej masy i kształtu, spowodowanego w głównej mierze przeludnieniem i biedą panującą w tym ogromnym kraju. Indonezja a wraz z nią Archipelag Malajski zalicza się jednak do najszybciej rozwijających się rejonów świata – w Jakarcie i na jej obrzeżach największy odsetek imigrantów stanowią Japończycy, zakładający tu indonezyjskie oddziały japońskich firm i koncernów.

Bartek-Indonezja

 

Z tego miejsca chciałbym rzucić nieco światła na aspekt tradycyjnych rozrywek indonezyjskich, tak jak wiecznie malujący banan na mojej twarzy wayang, czyli teatr indonezyjski, w którym scenariusz oparty jest na fragmentach epopei hinduskich Mahabharata i Ramayana, a tematem przewodnim jest najczęściej walka dobra ze złem : wyróżniamy więc wayang golek (teatr kukiełkowy), wayang orang (aktorski) i – mój ulubiony – wayang kulit, czyli tear cieni, w którym owe cienie rzucane są przez tradycyjne kukiełki o dziwnych, ŚMIESZNYH wyrazach twarzy – Astri twierdziła, że ma to na celu przyciągnąć uwagę publiczności. Chyba za bardzo się wczułem w tego typu sztukę. Inną formą tradycyjnej rozrywki jest Gamelan (pozdrawiam naszą jedyną polską Warszawską Grupę Gamelanową) – orkiestra jawajska składająca się głównie z instrumentów perkusyjnych, fletu oraz wiolonczeli.

Bartek-Indonezja

 

Nie byłbym sobą gdybym nie rzucił kilku słów o TAŃCACH, będących niezwykle ważnym aspektem życia Indonezyjczyków, obecnych na każdej wyspie i we wszystkich prowincjach, niezbędnym elementem wszelkich uroczystości, z czego najpopularniejsze i obięte największym kultem pozostają tańce balijskie – Tari Bali (pozdrawiam Anię Dębczyńską) cieszące moje polskie oczy. Najczęściej są to baletowe wersje Ramayany.

Bartek-Indonezja

 

Innym rodzajem tańca, który zapamiętałem jest Legong, tańczony symetrycznie przez dwie kilkunastoletnie bądź młodsze dziewczyny ; Jaran, w którym tancerz w transie hipotetycznym tańczy z lajkonikiem ; najbardziej w pamięci pozostaje jednak Kecak charakteryzujący stuosobowym, nawołującym męskim chórem (od którego głowa boli niemiłosiernie) i historią opowiedzianą przez pozostałych tancerzy i towarzyszące im strojne, indonezyjskie tancerki.

Bartek-Indonezja

 

Wyspy Indonezyjskie zachwycają wspaniałą przyrodą, chociaż zdaje mi się że nie tak dziką, jak w chociażby w Tajlandii. Przy czym podkreślę, że Indonezja to dla mnie nie miasta i miejski galimatias, to przede wszystkim bajeczna flora, bogata fauna, zdumiewające plaże i imprezy na nich, ocean, sporty wodne, niezrównana kultura, taniec i rajskie krajobrazy – tego nie doświadczymy w miastach – molochach, betonowych dżunglach, najczęściej zakorkowanych, gdzie nietrudno o wypadek – tak jak i nam się zdarzyło, gdy podczas wycieczki do Jogjakarty w terenowy wóz koleżanki, załadowany w 6 osób, uderzył wyjeżdżający zza rogu motocyklista z pasażerką na ogonie. A że w Indonezji panuje takie a nie inne prawo, winną wypadku okazała się koleżanka, gdyż jej pojazd był większy, niż pojazd motocyklisty. Dodatkowo widok obcokrajowców (pary Chińczyków i Polaczka) w środku wozu nie ułatwił sprawy. Tym samym całkowity koszt odszkodowania, napraw i odholowania samochodu wyniósł 2 mln rupii – co dla Indonezyjczyków oznacza niebagatelną sumę.

Bartek-Indonezja

 

Zamiast Bandung i Bogor skończyło się więc całym dniem na komisariacie, pół biedy że dostaliśmy od funkcjonariuszy dorodny okaz kokosa i krupuk (głęboko smażone chrupki formowane ze skrobii i dodatków smakowych, najczęściej krewetkowe, typowe dla krajów Archipelagu Malajskiego ; pyszna sprawa), także tego ;) Dodam do tego odwiedziny poszkodowanych, młodego mężcyznę i kobietę w średnim wieku w miejscowym szpitalu ; ich życiu nic nie zagrażało, mieli drobne obrażenia, życzliwie do nas nastawieni. Taki minus, że byliśmy spłukani. W naszym podróżniczym scenariuszu nastąpiły niezależne zmiany.

Bartek-Indonezja

 

Podczas mojego pierwszego (i drugiego zarazem) pobytu w Indonezji nie zobaczyłem za dużo. W zasadzie Jawa i Bali – kraj oferuje cały ogrom cudowności, które tylko czekają, by je po swojemu odkryć. Z tego też względu po ukończeniu studiów planuję roczny wyjazd w ramach stypendium, zagłębić się w indonezyjską prawdziwość. Swoją podróż rozpocząłem w Jakarcie, 2 dni później odleciałem do Singapuru a stamtąd do innych krajów, powracając do Indonezji nieco ponad 2 tygodnie później ; z powrotem Jakarta, 2 dni później Bali, po 5 (absolutnie niewystarczających) dniach – Jogjakarta, a stamtąd po 4 – znów Jakarta, po to, by po 2 dniach opuścić Indonezję. Na czas częściowo określony.

Bartek-Indonezja

 

Bali, boskie Bali… Od rana do nocy tętniące milionami żyć. Bali to przede wszystkim palmy, przestronne plaże, zagłębie indonezyjskich wierzeń hinduistycznych, sporty wodne, bajkowa przyroda, masaże i nieziemska imprezownia, całym rokiem okupowana przez turystów, nadciągających głównie z Australii, lecz nie tylko. Nic dziwnego. Poza tabunem imponujących klubów (w szczególności Sky Garden Bali czy osławione Bounty) mamy tu styczność z unikalną, miejscową kulturą, kuchnią, klimatem, zjawiskową naturą, nietypowym budownictwem (charakterystyczne dachy z czarnego włosia i wysokie świątynie) i odmiennym od reszty kraju stylem życia. Bali oferuje wycieczkę po urokliwych, hinduistycznych świątyniach (najsłynniejszą i godną podziwu jest słynna Tanah Lot), muzeum batiku, zwiedzanie plantacji kawy, małpiego gaju, wulkanu Gunung Batur, pól ryżowych, ekscytujące przejażdżki motocyklowe i pełną gamę nocnych szaleństw, a pośród nich moc atrakcji obejmujących ogromne kluby, bary, puby, imprezy na ulicy, zahaczających o słynne „magic mushrooms” czy – z ciemnej strony malowniczej wyspy – prostytucję i szeroko rozwiniętą seks-turystykę (bardzo często męską). Te ostatnie zjawisko jest zauważalne w kolorowych dzielnicach, wiadomo że nie aż tak jak w Bangkoku, ale również. W samym jednak Bali pożywkę dla turystów stanowią oszałamiające kluby, w tym wzmiankowany Sky Garden, czyli największy klub, w którym miałem okazję się bawić, posiadający kilka pięter i niezliczoną ilość sal, w każdej inna muzyka i rodzaj rozrywki, a na samym szczycie kawiarnia z punktem widokowym na okolicę. Bajka. Mamy jeszcze słynny z szalonych tańców Bounty i całą masę innych – żal i nostalgia. Czekamy dnia powrotu.

Bartek-Indonezja

 

Mój niedługi pobyt w Indonezji przeładowany był potokiem wspomnień, pamiętnych wrażeń i niezliczonych przygód, czekających mnie każdego dnia i o każdej porze. Pozytywny odbiór Indonezji zawdzięczam głównie mieszkającym tam ludziom. Jest to miejsce, za którym tęsknię, odnoszę się z sentymentem i do którego będę wracał, czując niematerialną więź spowodowaną głównie znajomością języka (nad którą cały czas pracujemy), obecnością w tym kraju ważnych w moim życiu osób i bezmiarem atrakcji, które mnie tam przywitały. Tak jak każda podróż, tak i ta wyznaczyła kolejny punkt zwrotny w moim życiu, wiele mi uświadomiła i nakierowała na konkretne tory. Się okaże, co z tego wyniknie i jak to zaowocuje w przyszłości.


Bartek Goszczyński
Studia Wschodnie, III rok